W sali rozpraw Sąd Okręgowy w Poznaniu zapadło rozstrzygnięcie w sprawie, która przez wiele miesięcy budziła emocje i oburzenie opinii publicznej. Maciej M., mężczyzna utrzymujący, że na działce pod Śremem prowadził cyrk, usłyszał wyrok dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Sąd uznał, że rzeczywistość znacząco odbiegała od deklaracji, a zwierzęta, które miały być częścią widowiska, żyły w warunkach urągających podstawowym standardom.

Sprawa dotyczyła hodowli egzotycznych, niebezpiecznych gatunków, które – jak ustalono – były przetrzymywane w sposób zagrażający zarówno im samym, jak i otoczeniu.

Przeczytaj również: Most Chrobrego w przebudowie. Chrobry znika, by powrócić silniejszy

Egzotyczne drapieżniki w ciasnych klatkach

Na terenie prywatnej posesji znajdowały się między innymi tygrysy, pantery, rysie oraz antylopy. Zwierzęta, które w naturalnym środowisku przemierzają rozległe przestrzenie, tutaj zamknięto w ciasnych, niewłaściwie zabezpieczonych klatkach.

Zdaniem sądu istniało realne ryzyko, że drapieżniki mogłyby wydostać się na wolność. W takiej sytuacji zagrożenie objęłoby nie tylko same zwierzęta, ale również mieszkańców okolicznych terenów. Brak odpowiednich zabezpieczeń i infrastruktury przystosowanej do hodowli tak wymagających gatunków był jednym z kluczowych elementów aktu oskarżenia.

Cyrk jako formalność

Podczas procesu Maciej M. utrzymywał, że prowadził działalność cyrkową. Faktycznie jego firma była zarejestrowana w taki sposób. Jednak w ocenie sądu forma prawna nie odzwierciedlała rzeczywistego charakteru przedsięwzięcia.

Sędzia Joanna Rucińska wskazała, że oskarżony świadomie wykorzystywał rejestrację działalności, by nadać swoim działaniom pozory legalności. Jednocześnie nie posiadał wymaganych uprawnień do hodowli tak niebezpiecznych gatunków i nie zapewnił im warunków zgodnych z obowiązującymi przepisami oraz zasadami dobrostanu zwierząt.

Co więcej, działalność nie była właściwie kontrolowana przez służby weterynaryjne, co dodatkowo pogłębiało skalę nieprawidłowości.

Nieobecny na ogłoszeniu wyroku

Maciej M. nie pojawił się w sądzie podczas ogłoszenia wyroku. Był obecny na wcześniejszej rozprawie, gdy obie strony wygłosiły mowy końcowe. W dniu rozstrzygnięcia zabrakło go na sali.

Sąd orzekł wobec niego karę dwóch lat bezwzględnego więzienia. To jedna z surowszych sankcji przewidzianych w podobnych sprawach. Dodatkowo nałożono na niego dziesięcioletni zakaz hodowli zwierząt, co ma uniemożliwić powrót do działalności, która – jak stwierdzono – była prowadzona z naruszeniem prawa.

Chcesz zamówić meble z Poznania? Polecamy biurka komputerowe i pomocniki biurowe!

Finansowa odpowiedzialność

Wyrok obejmuje także obowiązek zapłaty 100 tysięcy złotych na rzecz organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. To nie tylko sankcja finansowa, ale również symboliczne potwierdzenie, że dobrostan zwierząt nie jest kwestią drugorzędną.

Sąd wyraźnie zaakcentował, że posiadanie egzotycznych gatunków wiąże się z ogromną odpowiedzialnością – prawną, organizacyjną i etyczną. W tej sprawie, w ocenie wymiaru sprawiedliwości, odpowiedzialność ta została całkowicie zlekceważona.

Poszukujesz adresu do rejestracji firmy w Poznaniu? Skorzystaj z usług Wirtualne Biuro Poznań! To nie tylko możliwość rejestracji firmy w prestiżowej lokalizacji, ale również coworking Poznań, czyli przestrzeń biznesowa do organizacji spotkań i biuro na godziny. Zapoznaj się z ofertą.

Sprawa jeszcze się nie kończy

Wyrok nie jest prawomocny. Skazanemu przysługuje prawo do apelacji. Ostateczne rozstrzygnięcie może więc jeszcze zapaść w wyższej instancji.

Już teraz jednak sprawa ta stała się przestrogą. Pokazuje, że pod hasłem „cyrk” nie można ukrywać działalności, która naraża zwierzęta na cierpienie, a ludzi – na niebezpieczeństwo. W tej historii nie było areny ani widowni. Były za to klatki, drapieżniki i decyzje, które zakończyły się wyrokiem więzienia.