Modernizacja jednego z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w stolicy Wielkopolski znów znalazła się w punkcie wyjścia. Poznańskie Inwestycje Miejskie zapowiedziały powtórzenie przetargu na przebudowę Palmiarni Poznańskiej. Choć poprzednia procedura zakończyła się wyłonieniem wykonawcy, odwołanie jednej z firm zmieniło bieg wydarzeń.
Sprawa trafiła do Krajowa Izba Odwoławcza, która uznała protest za zasadny. Wskazano błąd w kalkulacji zwycięskiej oferty. W efekcie wykonawca został wykluczony z postępowania, a miasto stanęło przed trudną decyzją: zaakceptować znacznie droższą propozycję kolejnej firmy albo rozpocząć procedurę od początku.
Wybrano drugą opcję.
Przeczytaj również: Żółta ofensywa na torach. Czy czeski przewoźnik wymusi spadek cen między Poznaniem a Warszawą?
Rosnące koszty i twarde decyzje
Pierwotnie Poznań planował przeznaczyć na remont niespełna 180 milionów złotych. Już na etapie otwarcia ofert okazało się, że najniższa z nich przekracza założony budżet. Miasto zdecydowało się zwiększyć pulę środków, aby nie zatrzymywać inwestycji.
Jednak po odwołaniu i wykluczeniu zwycięzcy, kolejne oferty oznaczałyby konieczność dołożenia następnych kilkudziesięciu milionów złotych. W realiach napiętych budżetów samorządowych byłby to krok ryzykowny. Władze miasta uznały, że odpowiedzialne gospodarowanie środkami publicznymi wymaga ponownego otwarcia procedury i próby uzyskania korzystniejszych warunków.
To decyzja racjonalna finansowo, ale bolesna dla wszystkich, którzy od lat czekają na gruntowną modernizację obiektu.
Czas działa na niekorzyść Palmiarni Poznańskiej
Palmiarnia to nie tylko atrakcja turystyczna. To przestrzeń edukacyjna, miejsce spacerów, rodzinnych wizyt i lekcji przyrody w sercu miasta. Szklane pawilony pamiętają inne epoki, a infrastruktura techniczna od dawna wymaga kompleksowej ingerencji.
Każde kolejne opóźnienie pogłębia wrażenie, że inwestycja wymyka się spod kontroli. Tym bardziej że proces przetargowy z natury jest czasochłonny. Przygotowanie dokumentacji, ogłoszenie postępowania, analiza ofert, ewentualne odwołania – to miesiące, które upływają szybciej, niż mogłoby się wydawać.
Miasto uspokaja jednak, że równolegle prowadzone są działania przygotowawcze. Porządkowany jest teren wokół palmiarni, aby przyszły wykonawca mógł sprawnie rozpocząć prace. Rozpoczęto także stopniowe wygaszanie funkcjonowania akwarium. Ryby mają zostać odpowiednio zabezpieczone przez pracowników obiektu. To cichy, ale symboliczny moment – znak, że zmiany są nieuniknione.
Miliony z KPO i deadline do 2030 roku
Stawką w tej rozgrywce są nie tylko lokalne ambicje. Miasto pozyskało na inwestycję 163 miliony złotych dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy. To środki, które mogą diametralnie zmienić oblicze Palmiarni.
Warunek jest jednak jasny: inwestycja musi zostać zakończona do 2030 roku. Tylko wtedy możliwe będzie pełne wykorzystanie przyznanych funduszy.
Choć termin wydaje się odległy, w praktyce oznacza konieczność sprawnego przeprowadzenia przetargu, podpisania umowy i realizacji skomplikowanych prac budowlanych w zabytkowej tkance obiektu. Każdy miesiąc opóźnienia dziś może oznaczać presję jutro.
Między determinacją a niepewnością
Władze miasta deklarują determinację w doprowadzeniu projektu do końca w zakładanym terminie. Podkreślają, że powtórzenie przetargu to nie wycofanie się z planów, lecz próba znalezienia rozwiązania korzystniejszego finansowo i bezpieczniejszego prawnie.
Jednak mieszkańcy widzą przede wszystkim kolejne przesunięcie w czasie. Palmiarnia, która miała wejść w nową erę, pozostaje w stanie zawieszenia. Szklane kopuły wciąż stoją, egzotyczne rośliny rosną, ale nad całym obiektem unosi się pytanie: kiedy naprawdę rozpocznie się wielka przebudowa?
Odpowiedź zależy teraz od nowego przetargu. Od tego, czy uda się znaleźć wykonawcę, który sprosta wyzwaniu technicznemu i finansowemu. I od tego, czy miasto zdoła pogodzić ambicję stworzenia nowoczesnej przestrzeni z twardą dyscypliną budżetową.
Przyszłość szklanego raju w sercu Poznania wciąż jest otwarta.
