W Poznaniu pojawił się temat, który od lat nie wracał z taką intensywnością. Coraz głośniej mówi się o możliwości zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Jacka Jaśkowiaka. To inicjatywa, która budzi emocje, dzieli opinię publiczną i otwiera debatę o kondycji lokalnej demokracji oraz zaufaniu do władz samorządowych.

Jak informuje Radio Poznań, za pomysłem stoją członkowie Stowarzyszenia Plac Wolności. Na razie nie rozpoczęto formalnej zbiórki podpisów, ale prowadzone są rozmowy z innymi organizacjami społecznymi oraz grupami nieformalnymi. Celem jest sprawdzenie, czy w mieście istnieje realne poparcie społeczne, które pozwoliłoby przejść od deklaracji do konkretnych działań.

Przeczytaj również: Transportowy paraliż w Wielkopolsce. Deszcz, który zamienił region w lodowisko

„Ta potrzeba była od dawna”

Przedstawiciele stowarzyszenia podkreślają, że pomysł referendum nie jest reakcją na jedno wydarzenie ani chwilowy kryzys wizerunkowy władz miasta. Jak mówiła w rozmowie z Radiem Poznań Anna Sokolnicka-Elzanowska ze Stowarzyszenia Plac Wolności, potrzeba podjęcia takich działań była widoczna już od dłuższego czasu.

Według inicjatorów inicjatywy narastało poczucie niezadowolenia części mieszkańców z funkcjonowania miejskich struktur. Dopiero ostatnie miesiące miały sprawić, że frustracja ta zaczęła być artykułowana głośniej i wyraźniej, a mieszkańcy zaczęli uważniej przyglądać się decyzjom podejmowanym w ratuszu.

Niezadowolenie, które narastało latami

W wypowiedziach przedstawicieli stowarzyszenia pojawiają się mocne słowa. Mowa jest o poczuciu życia w mieście dotkniętym problemem korupcji i braku przejrzystości. Jako przykłady wskazywane są między innymi sprawa korupcji w Zarządzie Dróg Miejskich oraz kontrowersje wokół przyznawania koncesji na sprzedaż alkoholu.

Zdaniem inicjatorów referendum te wydarzenia nie są incydentami oderwanymi od siebie, lecz elementami szerszego obrazu, który budzi coraz większe wątpliwości co do jakości zarządzania miastem. W tle pojawiają się również napięcia wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, które dla części mieszkańców stały się sygnałem, że sytuacja polityczna w Poznaniu nie jest tak stabilna, jak mogłoby się wydawać.

Referendum. Głosowanie „z obawy”, nie z przekonania

Jednym z argumentów podnoszonych przez Stowarzyszenie Plac Wolności jest sposób, w jaki część poznaniaków miała podejmować decyzje podczas ostatnich wyborów samorządowych. Według tej narracji głos oddany na urzędującego prezydenta nie zawsze był wyrazem poparcia dla jego polityki, lecz raczej obawą przed alternatywą.

Przypominany jest fakt, że kontrkandydatem Jacka Jaśkowiaka był wówczas Zbigniew Czerwiński, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dla części wyborców wybór miał więc charakter defensywny, a nie entuzjastyczny. Dziś, jak twierdzą inicjatorzy referendum, emocje opadły, a mieszkańcy zaczynają zadawać sobie pytanie, czy nadal chcą akceptować obecny sposób rządzenia miastem.

W przypadku różnego rodzaju kontuzji, przeciążeń lub nadwyrężeń, zachęcamy do skorzystania z zabiegów w ramach usług fizjoterapia Poznań.

38 tysięcy podpisów jako bariera i test

Aby referendum mogło się odbyć, konieczne jest spełnienie wymogów formalnych. Zgodnie z przepisami inicjatorzy muszą zebrać podpisy co najmniej 10 procent mieszkańców uprawnionych do głosowania. W przypadku Poznania oznacza to minimum 38 tysięcy podpisów.

To liczba, która stanowi poważne wyzwanie organizacyjne i jednocześnie test realnego poparcia społecznego. Właśnie dlatego stowarzyszenie nie ogłosiło jeszcze startu zbiórki. Najpierw chce sprawdzić, czy w mieście istnieje wystarczająco szeroki front niezadowolenia, który byłby gotów przełożyć emocje na konkretne działanie.

Zastanawiasz się nad wyborem projektu domu? Sprawdź ofertę profesjonalistów – gotowe projekty domów, indywidualne projekty domów.

Miasto przed ważnym pytaniem

Jeśli procedura ruszy, będzie to pierwsza od wielu lat próba zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta Poznania. Niezależnie od tego, czy zakończy się sukcesem, sam fakt pojawienia się takiej inicjatywy pokazuje, że w mieście narasta potrzeba rozmowy o odpowiedzialności władzy i granicach społecznej cierpliwości.

Poznań staje dziś przed pytaniem nie tylko o personalia, lecz także o model zarządzania, transparentność i zaufanie. Referendum, nawet jeśli pozostanie jedynie zapowiedzią, już teraz stało się symbolem napięcia między częścią mieszkańców a władzami miasta. A to napięcie trudno będzie zignorować.