W Poniedziałek Wielkanocny poznańska Ławica znów stała się sceną niezwykłego widowiska. Wśród nowoczesnej zabudowy, ruchliwych ulic i codziennego pośpiechu pojawił się barwny korowód, który jakby wyrwał się z innej epoki. Żandary – jedna z najbardziej charakterystycznych lokalnych tradycji – po raz kolejny wyruszyły „w miasto”, przypominając mieszkańcom o korzeniach, które sięgają czasów znacznie starszych niż współczesny Poznań.

To wydarzenie, nierozerwalnie związane z Poniedziałek Wielkanocny, od lat budzi emocje i przyciąga uwagę zarówno mieszkańców, jak i przypadkowych przechodniów.

Przeczytaj również: Kąpiel dla pamięci. Jak w poznańskiej bibliotece ratuje się książki przed zapomnieniem?

Żandary. Pochód, który budzi miasto

Wszystko zaczyna się tuż po porannej mszy. Cisza świątecznego poranka zostaje nagle przerwana przez dźwięki muzyki, śmiech i charakterystyczny gwar. Na czele pochodu pojawiają się postacie, które dla jednych są symbolem tradycji, dla innych niemal teatralnym spektaklem.

Dziad i baba, niedźwiedź z ciężkimi słomianymi kulami uwiązanymi przy nogach, ksiądz z kropidłem i wiaderkiem, grajek nadający rytm całemu wydarzeniu, a także kominiarz i żandarm – każda z tych postaci niesie ze sobą określoną symbolikę i rolę. Razem tworzą widowisko, które trudno pomylić z czymkolwiek innym.

Ich obecność nie jest przypadkowa. To żywa opowieść o dawnych wierzeniach, ludowych zwyczajach i potrzebie wspólnotowego przeżywania świąt.

Poznaj nasz portal medyczny. Przeczytaj: Kapsułka zamiast przeszczepu. Polacy tworzą „supermikrobiom”, który może zmienić medycynę

Od domu do domu – rytuał wspólnoty

Korowód nie ogranicza się do przemarszu ulicami. Żandary odwiedzają mieszkańców, zatrzymując się przy kolejnych domach. To właśnie w tych momentach tradycja nabiera najbardziej osobistego wymiaru.

Dzieci są symbolicznie znaczone sadzą przez kominiarza – gest ten, choć dziś traktowany z przymrużeniem oka, ma swoje korzenie w dawnych wierzeniach związanych z oczyszczeniem i ochroną. Młode dziewczyny oblewane są wodą, co bezpośrednio nawiązuje do tradycji Śmigus-dyngus.

W zamian gospodarze otrzymują życzenia pomyślności, zdrowia i urodzaju. Uczestnicy pochodu nie odchodzą jednak z pustymi rękami – drobne datki, słodycze czy symboliczne podarunki stanowią element tej ludowej wymiany. To nie handel, lecz rytuał wzajemności, który wzmacnia więzi i przypomina o znaczeniu wspólnoty.

Spektakl przy piekarni

Kulminacja dnia ma miejsce w przestrzeni, która dla mieszkańców Ławicy stała się niemal symboliczną sceną. To właśnie przy lokalnej piekarni rozgrywa się najbardziej widowiskowy fragment całego obrzędu.

Baba i kominiarz podejmują próbę wspinaczki na komin – scena, która co roku przyciąga tłumy widzów. Wśród śmiechu i okrzyków dochodzi do momentu, który dla wielu jest najbardziej zapamiętywany: baba prezentuje bieliznę ozdobioną wizerunkiem diabła.

To gest prowokacyjny, absurdalny, a jednocześnie głęboko zakorzeniony w ludowej symbolice. Śmiech, który wywołuje, nie jest przypadkowy – to element oczyszczenia, rozładowania napięcia i wspólnego przeżywania czegoś, co wykracza poza codzienność.

Tradycja silniejsza niż zmiany

Dzisiejsza Ławica to część dynamicznie rozwijającego się Poznań – nowoczesnego, zmieniającego się, coraz bardziej zurbanizowanego. A jednak właśnie tutaj przetrwał zwyczaj, który mógłby z łatwością zniknąć w natłoku współczesności.

Korzenie Żandarów sięgają końca I wojny światowej, kiedy lokalne społeczności w inny sposób przeżywały święta, a tradycje były naturalną częścią codzienności. Dziś ich obecność jest czymś więcej niż folklorem – to świadectwo ciągłości, pamięci i potrzeby zachowania tożsamości.

Miasto, które pamięta

Żandary nie są tylko atrakcją. Nie są też wyłącznie widowiskiem dla turystów. To żywa tradycja, która wciąż pełni swoją pierwotną funkcję – łączy ludzi, wywołuje emocje i przypomina, że nawet w najbardziej nowoczesnym mieście jest miejsce na rytuały przekazywane z pokolenia na pokolenie.

W świecie, który coraz szybciej zapomina o swoich korzeniach, takie wydarzenia mają szczególną wartość. Pokazują, że historia nie musi być zamknięta w książkach. Może wyjść na ulice, zapukać do drzwi i – choćby na chwilę – zatrzymać czas.