To miało być rutynowe zgłoszenie o zapachu spalenizny. Kilka godzin później okazało się jednak, że zagrożenie ukryło się w miejscu, do którego niezwykle trudno dotrzeć. Przez kolejne dni strażacy wielokrotnie wracali do bloku przy osiedlu Tysiąclecia 72 w Poznań, prowadząc żmudną akcję poszukiwania tlącego się ognia w przestrzeni pomiędzy stropem a dachem.
To nie był pożar z wysokimi płomieniami i gęstym dymem widocznym z daleka. Było to znacznie bardziej podstępne zagrożenie – ukryte, trudne do wykrycia i mogące w każdej chwili przerodzić się w znacznie poważniejsze zdarzenie.
Przeczytaj również: Dwie statuetki dla poznańskiego muzeum. Sensacyjne odkrycie i rekordowa wystawa przyniosły prestiżowe nagrody
Potrzebujesz adresu rejestracyjnego i przestrzeni biurowej by móc realizować swoje zadania i rozwijać działalność? Sprawdź ofertę: wirtualne biuro Poznań!
Niewidoczny pożar? Wszystko zaczęło się od zapachu spalenizny
Pierwsze zgłoszenie wpłynęło do straży pożarnej we wtorek około godziny 15:46. Mieszkańcy poinformowali o wyczuwalnym zapachu spalenizny na 16. piętrze oraz lekkim zadymieniu na korytarzu.
Na miejsce skierowano sześć zastępów straży pożarnej. Ratownicy rozpoczęli dokładne sprawdzanie budynku, kontrolując kolejne mieszkania oraz wykorzystując specjalistyczny sprzęt pomiarowy. W jednym przypadku konieczne było nawet siłowe otwarcie lokalu.
Mimo szczegółowych oględzin nie udało się wtedy odnaleźć źródła ognia. Zadymienie ustąpiło, sytuacja wydawała się opanowana, a mieszkańców nie trzeba było ewakuować.
Wcześniej na dachu prowadzono prace
Podczas pierwszej interwencji strażacy ustalili, że kilka godzin wcześniej na dachu budynku zakończyły się prace dekarskie. To właśnie ten fakt od początku brano pod uwagę jako jedną z możliwych przyczyn pojawienia się zadymienia.
Na tym etapie były to jednak wyłącznie przypuszczenia. Nie odnaleziono miejsca, w którym rozwijałby się pożar, dlatego nie można było jednoznacznie wskazać źródła zagrożenia.
Kolejne zgłoszenie następnego dnia
Spokój nie trwał długo.
W środę rano strażacy ponownie zostali wezwani do tego samego budynku. Tym razem mieszkańcy zgłosili niepokojąco gorącą ścianę w jednym z mieszkań oraz obawy, że ogień mógł ponownie się pojawić.
Ratownicy jeszcze raz sprawdzili cały obiekt. Nie stwierdzono rozwiniętego pożaru, jednak wyjaśniano, że po wcześniejszych działaniach elementy konstrukcyjne mogły pozostawać rozgrzane. Dodatkowo kontakt wody z nagrzanymi materiałami mógł powodować powstawanie pary przypominającej dym.
To jednak nie był koniec tej historii.
Ogień ukrył się tam, gdzie trudno go znaleźć
Dopiero podczas kolejnej interwencji strażakom udało się zlokalizować rzeczywiste źródło zagrożenia.
Ogień tlił się w przestrzeni międzystropowej pomiędzy stropem mieszkań a dachem budynku. To zamknięta przestrzeń o wysokości około 70 centymetrów, rozciągająca się niemal nad całą powierzchnią bloku.
Dostanie się do niej wymagało niezwykle trudnej pracy. Strażacy musieli wchodzić do wąskiej przestrzeni, przemieszczać się pod dachem i fragment po fragmencie sprawdzać warstwę izolacji.
Każde odnalezione miejsce tlącego się materiału wymagało ręcznego dogaszenia i ponownej kontroli.
Żmudna akcja trwała wiele godzin
To nie był pożar, który można było ugasić jednym silnym strumieniem wody.
Ratownicy sukcesywnie rozbierali warstwy izolacji, usuwając płyty oraz wełnę mineralną. Łącznie zdemontowano około 18 metrów sześciennych materiału izolacyjnego.
Prace wymagały ogromnej precyzji. Każdy fragment należało sprawdzić, ponieważ nawet niewielkie tlące się ognisko mogło po pewnym czasie ponownie doprowadzić do rozwinięcia pożaru.
Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że temperatura materiału nie była bardzo wysoka. Oznaczało to, że nawet kamery termowizyjne miały trudności z jednoznacznym wskazaniem miejsc, w których nadal tlił się ogień.
Do akcji skierowano blisko 30 jednostek
Skala działań znacząco wzrosła w porównaniu z pierwszą interwencją.
W akcji uczestniczyło łącznie około 30 jednostek straży pożarnej. Zastępy były sukcesywnie wymieniane, ponieważ praca w niskiej, ciasnej przestrzeni pod dachem była wyjątkowo wyczerpująca.
Ratownicy podkreślają, że choć nie było widocznych płomieni, zagrożenie pozostawało bardzo realne. Ukryty pożar należy do najbardziej niebezpiecznych zdarzeń tego typu. Pozostawiony bez wykrycia mógłby po pewnym czasie rozwinąć się do znacznie większego pożaru, zagrażającego mieszkaniom oraz ich mieszkańcom.
Dodatkowym zagrożeniem była możliwość pojawienia się tlenku węgla. W jednym lub dwóch mieszkaniach odnotowano również wyraźnie nagrzane ściany i sufity.
Czy winne były prace dekarskie?
To pytanie od początku pojawiało się zarówno wśród mieszkańców, jak i strażaków.
Fakt, że na kilka godzin przed pierwszym zgłoszeniem prowadzono prace związane z wymianą pokrycia dachowego, sprawił, że taki scenariusz był brany pod uwagę.
Na obecnym etapie nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia, że właśnie one doprowadziły do pojawienia się ognia. Straż pożarna podkreśla, że przyczyna zdarzenia nadal jest wyjaśniana.
Administracja początkowo nie komentowała sprawy
Przez wiele godzin nie udało się uzyskać stanowiska administracji osiedla. Podejmowane próby kontaktu kończyły się informacjami o nieobecności kierownika lub rzeczniczki prasowej.
Dopiero po publikacji informacji kierownik osiedla skontaktował się z mediami i potwierdził, że okoliczności pożaru nadal są przedmiotem wyjaśnień.
Jak przekazał, prace związane z wymianą papy prowadzone są na budynku od ponad miesiąca, jednak obecnie nie można jednoznacznie stwierdzić, czy miały związek z pojawieniem się ognia.
Zaznaczył również, że roboty dekarskie wykonywano na powierzchni dachu, natomiast pożar rozwijał się w przestrzeni stropodachu pomiędzy dachem a stropem mieszkań.
Mieszkańcy czekają na odpowiedzi
Akcja strażaków zakończyła się dopiero po dokładnym przeszukaniu całej przestrzeni pod dachem i usunięciu wszystkich tlących się materiałów.
Wiadomo już także, że podczas działań gaśniczych zalaniu uległa część jednego z mieszkań znajdujących się na najwyższej kondygnacji budynku.
Najważniejsze jest jednak to, że ukryty pożar został wykryty, zanim zdążył przerodzić się w otwarty ogień. Mieszkańcy wciąż czekają jednak na odpowiedź na najważniejsze pytanie — co było rzeczywistą przyczyną zdarzenia i czy podobnej sytuacji można było uniknąć.
